Bilet ulgowy poproszę

– Ech, kiedyś to było inaczej. Jakoś tak lepiej. – westchnęła Jola popijając latte, przygotowaną przez długowłosego bruneta o niebieskich oczach w jednej z krakowskich kawiarni.

– O tak! Często wracam myślami do czasów kiedy byłam beztroskim gówniarzem. Szkoła, w której sporą część ocen dostawałam na ładne oczy. Imprezy, na których połowa chłopaków z liceum chciało namacalnie zbadać rozmiar mojego biustu. Sytuacje, w których największym problemem było dopasowanie butów do koloru bluzki. – skwitowała Ania.

Na kolejne kilkanaście sekund zapadła grobowa cisza, gdzie cała uwaga przeniosła się na łyżeczkę, którą Jola ostentacyjnie stukała o wewnętrzną część szklanki.

– Ta. A teraz trzeba chodzić do pracy. – dodała pierwsza z naszych bohaterek, szczupła blondynka z wyrysowanym smutkiem na twarzy.

-… I coraz trudniej faceta znaleźć. – skwitowała koleżanka oblizując łyżeczkę pokrytą spienionym po kawie mlekiem. […]

Ok. Skończmy to pierdolenie, bo zaczynam się rozkręcać, a nie chcę produkować kolejnego dzieła na miarę Paulo Coelho.

Ile takich dialogów odbywa się każdego dnia, kiedy rzesze smutnych ludzi w młodym wieku wychodzą o godzinie 17:00 z biura zastanawiając się: „Gdzie popełniłem błąd?” Ileż to wspomnień z czasów szkolnych przywoływanych jest podczas piątkowo-sobotnich wieczorów zakrapianych wyskokowymi trunkami w gronie znajomych?

Ile razy rodzice powtarzali Ci, kiedy byłeś na studiach: „Baw się synuś, jeszcze się w życiu napracujesz”?

Wielokrotnie. Podczas każdego niedzielnego obiadu. Pamiętasz? Zajadałeś się nieco przesolonym rosołem, a Twoja mama ze spojrzeniem pełnym miłości mówiła Ci, że nie musisz jeszcze iść do pracy. Mogłeś dalej podróżować przez życie na bilecie ulgowym. I robiłeś to. Ile wlezie. Aż do ostatniej stacji, na której konduktor stwierdził nieważność biletu.

Schemat życia, który próbowali mi wtłoczyć na siłę do głowy osoby dorosłe, kiedy byłem jeszcze beztroskim gówniarzem wydawał mi się beznadziejny. Jak nietrafiony prezent pod choinkę w postaci mikrofalówki, kiedy miałeś 5 lat. Ani to rozkręcić na części, ani tym pobawić się w piaskownicy. Wybaw się póki możesz, bo potem przyjdzie dorosłość i czar pryśnie. Jednym słowem – do dupy.

Jestem szczęśliwy, że jestem dorosły. Jestem szczęśliwy z faktu, że życie biegnie do przodu, a liczba dni w którym zobaczę siwy włos ciągle maleje. Jest mi dobrze z tym, że liczba lat na moim koncie przybywa. Zaprzyjaźniłem się z zegarkiem i z kalendarzem, kiedy niektórzy toczą z nimi ciągłą wojnę.

Jestem popierdolony? Nie. Popierdoleni są ludzie, którzy myślą, że myślami mogą cofnąć lub zatrzymać czas, który biegnie nieubłaganie. Wczoraj popijałeś szampana z okazji Nowego Roku, dziś drapiesz się po głowie i stwierdzasz, że jest czerwiec.

Szkoła się skończyła. Studia się skończyły. Jaki masz na to wpływ? Żaden. Możesz walić głową w mur, krzyczeć najgorsze wulgaryzmy oskarżając, że życie jest niesprawiedliwe, lecz jutro grzecznie i pokornie wstaniesz do pracy.

Pobudka. Przejdź z biletu ulgowego na normalny. Koniec zniżki.

Witaj w prawdziwym świecie, gdzie 100% odpowiedzialność za siebie i Twój los bierzesz Ty.

Tu leży prawdziwa siła charakteru i samozaparcia.
Tu jest nagroda, na którą wiele osób pracowało odkąd sięgną pamięcią.
Tu jest zawód lekarza, na który trzeba było przez 7 lat ciężko studiować.
Tu jest młody przedsiębiorca, który przez pierwsze miesiące prowadzenia biznesu nie miał pomysłu skąd wziąć pieniądze na ZUS.
Tu jest atrakcyjna kobiece sylwetka, która wymagała uczęszczania od kilku lat na siłowni.
Tu jest wygrana z nieśmiałością w postaci nieskazitelnej pewności siebie.
Tu są numery telefonów do kobiet, które dostałeś, bo powiedziałeś pierwszy: „Cześć”.

Stań się odpowiedzialny. Wyznacz cel. Wznieś się na wyżyny.