E = C * I

Do napisania wpisu na ten temat zaintrygował mnie stan mojej wiedzy odnośnie języka niemieckiego. Kiedy z kolegą uświadomiliśmy sobie, że uczyliśmy się go aż  8 lat, zacząłem zastanawiać się, dlaczego dziś nie potrafię z siebie wykrzesać nawet jednego sensownego zdania?

Już jakieś dobre kilkanaście miesięcy temu postanowiłem, że będę uczył się hiszpańskiego. Odkąd pamiętam chciałem mówić w tym właśnie języku i jestem z siebie dumny, że do dnia dzisiejszego nie wydałem ani złotówki na jego naukę(korzystam z samych darmowych źródeł), a mój poziom oceniłbym na komunikatywny, podstawowy. Po uświadomieniu sobie mojego zasobu słownictwa z języka hiszpańskiego, jeszcze bardziej zaintrygował mnie fakt, że po języku niemieckim w mojej głowie pozostało tak na prawdę jedynie wspomnienie z gimnazjum czy liceum…

Nie wiem jak Ty, ale ja lubię obrazowe tłumaczenia. Jeśli Ty też – świetnie, ponieważ chciałbym Ci coś zobrazować. Wielu ludzi żyje iluzją czasu. Mianowicie, to że czas jest głównym wyznacznikiem to ile umiemy, jak bardzo jesteśmy doświadczeni i to jak bardzo się znamy. Cóż, być może kiedyś również tak myślałem, ale po latach doświadczeń na przykład nauką w szkole języka niemieckiego doszedłem do innych wniosków.

E=C*I – Oto magiczny wzór, przepis na sukces.

Fajnie. O ile nie jest to wzór na miarę E=mc2 to mam nadzieję, że pomoże Ci uświadomić kilka prostych rzeczy. Ok, już wyjaśniam o co chodzi. E to efekt. Efekt równa się czas razy intensywność.

Wróćmy jeszcze raz do nieszczęsnego niemieckiego. Co pamiętam z lekcji z gimnazjum i liceum? Niewiele, ponieważ nie trzeba było nic robić. W gimnazjum człowiek był jeszcze młody, stosunkowo nieodpowiedzialny więc nauka opierała się na zasadzie „najniższej linii oporu”, czyli robimy tyle ile trzeba, ale nie więcej. I tak właśnie było. Moja nauczycielka w liceum wymagająca nie była, to też dziś nie potrafię sklecić kilku sensownych zdań po niemiecku. „ Ale przecież uczyłem się go aż 8 lat ! ” – mógłbym powiedzieć. Ok, być może jest to sporo czasu, ale co z intensywnością? No właśnie… Tutaj jest pies pogrzebany

Mój hiszpański oceniłbym mniej więcej tak:

Uogólniając. Rok nauki z intensywnością przyjmijmy 6 w skali 1-10. Daje nam to 6.

Niemiecki? 8*0,1 = 0,8. Do tego dochodzi fakt, że nie posługiwałem się tym językiem, więc większość rzeczy po prostu zapomniałem. Wynik? Raczej kiepski jak na 8 lat nauki.

Śmieszą mnie ludzie, którzy zasłaniają się czasem twierdząc: „Przecież uczyłem się angielskiego 8 lat i nic nie umiem”! albo Ci, którzy chwalą się certyfikatem FCE sprzed 7 lat. Być może wtedy byłeś w stanie zdać taki egzamin, ale ciekaw jestem jak to wygląda dziś? Języków niestety szybko się zapomina, więc jeśli nie odświeżałeś swojej wiedzy – marnie to widzę.

Kolejny aspekt jaki warto wziąć pod uwagę to to JAK się uczyłeś? Czy było to na zasadzie najniższej linii oporu, ponieważ byłeś młody i fajniej było spędzić czas na dworze? Czy czułeś się przymuszony do nauki języka, a po zaliczeniu całego kursu odetchnąłeś z ulgą, że już nigdy więcej nie będziesz musiał się uczyć języka, ponieważ wszystko już wiesz?

Podobnie jest z pracą. Co z tego, że ktoś może i ma 10cioletnie doświadczenie zawodowe w danej branży, jak jego intensywność rozwoju pozostawia wiele do życzenia? Czas bowiem to nie wszystko.

Uważasz, że osoba po 10 latach na przeciętnym stanowisku, bez kursów, szkoleń i awansów jest bardziej doświadczoną osobą, niż ktoś po 2 latach pracy z licznymi kursami oraz certyfikatami? Sam czas nic nie znaczy. Zatrudniając pracownika nie wiesz co robił w danej firmie oraz jakie ma osiągi. Nie zrozum mnie źle, ponieważ nie mówię też, że długoletnie doświadczenie jest nic nie warte, bo byłoby to kłamstwem. Po prostu trzeba mieć tą świadomość, że nasze stanowisko może zająć ktoś młodszy, ambitniejszy, z większą werwą do pracy. W takiej sytuacji być może zrozumiesz, że argumenty pokroju: „Ale pracuję tutaj już X lat” – nic nie zmienią. Nie oszukujmy się – takie są realia.

Weźmy teraz inny przykład – przykład relacji damsko – męskich. Zapewne słyszałeś o osobach, które się w sobie zakochiwały i w nie więcej niż rok po poznaniu się brały ślub. Być może dla większości ludzi jest to nielogiczne i wręcz szalone o tyle ja nie widzę tutaj nic złego. Tutaj działa ta sama zasada. Czas x intensywność. Skąd wiesz, być może te właśnie dwie osoby przez pół roku poznały się o wiele wiele lepiej niż pary, które „chodzą” ze sobą po 6 czy 7 lat? Jeśli ludzie dobiorą się charakterami, czas nie ma znaczenia. To się po prostu czuje i wie.

Sam odczułem to na własnym przykładzie kiedy wyjechałem ze swojego małego miasta na studia. Nie znałem tutaj praktycznie nikogo i czułem się trochę osamotniony. Z początku chciałem za wszelką cenę utrzymywać kontakty z moimi byłymi znajomymi z liceum, jednak było to trudne. Z czasem kiedy zacząłem poznawać nowych ludzi, czy to na imprezach, czy to w pracy, czy też w inny sposób, uświadomiłem sobie, że są w moim otoczeniu ludzie, którzy o wiele więcej dla mnie znaczą niż starzy znajomi z liceum. Mogłem znać kogoś praktycznie od piaskownicy, ale zdarzyło się tak, że osoba, którą poznałem dwa miesiące temu była mi o wiele bliższa.

Czas to iluzja. Sam czas ma to do siebie, że przemija. Można chodzić do szkoły 10 lat, a nic się nie nauczyć. Można nie chodzić do szkoły i w rok nauczyć się o wiele więcej niż przez 10 lat chodząc do szkoły. Można pracować 25 lat w danej branży i umieć dokładnie tyle co umie osoba z sześciomiesięcznym doświadczeniem.

Bądź tego świadomy.

KategorieBez kategorii

Książka, która była kluczowa na mojej drodze rozwoju osobistego:

  • Bardzo dobry wpis. Być może niektórzy uświadomią sobie końcu, że nie liczy się czas spędzony na danej czynności a efekt.

    Analogicznie przeniosłem to na sytuację efektywności, można o tym poczytać tutaj: http://kubadziobak.pl/dlaczego-ludzie-bogaci-wola-wynagrodzenie-za-efekty

    Podsumowując. Nie warto się oszukiwać. Czas to tak na prawdę iluzja. Liczy się to, co zdołałeś zrobić.

    Z wyrazami szacunku,

    Kuba Dzióbak

  • Zgadzam się w 100%! Nie wolno pozwolić sobie na marnotrawienie czasu, a jeśli tak to przynajmniej trzeba mieć potem pełną świadomość tego co się robi, by nie obwiniać innych za swoje porażki:)
    Pozdrawiam
    Globus

  • Masz całkowitą rację najważniejszym elementem nauki jest chęć. Ja również uczyłem się niemieckiego całą podstawówkę a dzisiaj nawet słowa w tym języku nie znam. Pytanie tylko czy ja się go wtedy naprawdę uczyłem. Nigdy nie lubiłem języka niemieckiego, ani jego nauczycieli. Z angielskim poszło mi już wiele łatwiej ale i uczyłem się go już z własnego wyboru i z pełnym zapałem

  • Zakładamy ,że chęć powinna być zawsze:) Ja określiłbym to tak- chęć+motywacja+ wiara we własne siły!