Mała rozprawa na temat tworzenia sztuki

Sami z pewnością zauważyliście, że wpisy na blogu ostatnio zaczęły pojawiać się bardzo nieregularnie. Nie jest to kwestia tego, że o Was zapomniałem czy tego, że nie chce mi się wytężać umysłu by skleić kilka sensownych zdań. Jest to spowodowane zmianą mojego myślenia.

Kto uważnie czyta bloga z pewnością widział wpis, kiedy podjąłem się pisania „książki”. Słowo to umieściłem w cudzysłowie celowo, ponieważ nie można nazwać książką steku bzdur, który tam napisałem. Była to jedna wielka zbieranina moich aktualnych myśli, która nie trzymała się kupy. Wraz z pójściem na urlop, zaniechałem dalszego pisania książki, ponieważ doszedłem do smutnego wniosku, że „klepanie tekstu” dla samego klepania tekstu jest bezwartościowe. Ten test dał mi wiele do myślenia, bo uświadomił mi, żebym od pisania dla samego pisania – trzymał się jak najdalej.

Wróćmy do podstaw

Zakładając tego bloga przyświecała mi idea – miejsce, gdzie swobodnie mogę się wypowiedzieć na temat tego co czuję, myślę, na temat motywacji, ekonomii i o czym tylko w danym momencie będę miał ochotę napisać. Wraz z coraz szerszą działalnością blogową zwiększała się liczba moich czytelników, a tym samym zrozumiałem, że jeśli chcę mieć ich coraz więcej, muszę częściej pisać. Dlatego też przyznaje, że zdarzało mi się otworzyć pusty dokument w notatniku i siedzieć nad nim dopóki czegoś nie wymyślę, bo „już tydzień nic nie pisałem”.

Przez pewien okres czasu zainspirowany tym, że najbardziej popularne blogi publikują codziennie wpisy, postanowiłem pisać każdego dnia. W moim odczuciu, było to trochę robienie sztuki dla sztuki, klepanie tekstu, który czasem wcale nie do końca mi się podobał, jednak chciałem zyskiwać czytelników. W tej chwili… Zmieniłem zupełnie podejście.

Zmiana myślenia o 180stopni

Największą motywacją do pisania jest fakt, że bloga prowadzę przede wszystkim dla siebie. Gdyby tak nie było, blog obczepiony był od góry do dołu reklamami jak choinka, dostawalibyście ode mnie spamerskie maile ze świetną ofertą szkolenia czy książki, a dodatkowo z czasem zrezygnowałbym z samodzielnego pisania tekstów, ponieważ blog byłby na tyle popularny, że musiałbym wesprzeć się doświadczonym copywriterem. Tak by to mniej więcej wyglądało – komercjalizacja czegoś, co w zamierzeniu miało być małe, tylko dla mnie, miejscem gdzie mogę się swobodnie wypowiedzieć.

Jak według mnie powinien rozwijać się blog?

Zastanawiałem się wiele razy nad tym, czego pragnę od bloga i jaki mam cel w jego prowadzeniu. Niejeden/niejedna z was z pewnością nie uwierzy mi w to, że nie troszczę się o to, czy będzie to „maszynka do pieniędzy”, bo przecież w prawym dolnym rogu jest banner reklamowy. Chcę by blog sam na siebie zarabiał, a wbrew pozorom prowadzenie bloga również kosztuje. Ale dość pisania o pieniądzach, bo nie o tym chciałem pisać.

Zacząłem się zastanawiać, ile wspaniałych artystów, poetów, malarzy, pisarzy, piosenkarzy zostało zniszczonych pokusą skomercjalizowania się. Porzucenia w kąt prawdziwej sztuki, tylko dlatego, żeby zarobić i się ustatkować. Nie dać zadowolenia samemu sobie, nie zrealizować się w konkretnej dziedzinie, nie dać sobie pełnej satysfakcji zrobienia czegoś wspaniałego, tylko skupić się na zarabianiu pieniędzy. Komercja nie jest sztuką. Komercja nie wypływa z czystej, egoistycznej chęci zrobienia czegoś dla siebie, żeby być z tego dumnym i dać sobie satysfakcje, proces skomercjalizowania się jest sprzedaniem się i zatraceniem tego wewnętrznego piękna – tworzeniem dla siebie.

Końcowa myśl

Za każdym razem kiedy pisałem natchniony weną, flow, intuicją czy czymkolwiek jeszcze, nie myślałem o czytelnikach. Nie myślałem o tym ile osób to przeczyta, nie troszczyłem się o to ile będzie pod tym wpisem komentarzy czy like’ów – moim jedynym celem samym w sobie był fakt napisania tekstu, co daje mi satysfakcję. Zastanawiałem się wielokrotnie czy nie założyć prywatnego pamiętnika i usunąć całkowicie bloga, ale nie zrobię tego, ponieważ nie przeszkadza mi to, że to co piszę jest publiczne.

Od jakiegoś czasu przestałem analizować ilość wejść na bloga i skupiać się na tym, by na siłę zwiększać jego popularność. To bezcelowe.  Każdy kto wchodzi tutaj, ponieważ lubi mnie czytać, będzie to robił niezależnie od tego ile nie wydam na reklamę. Jeśli będzie chciał, prześle artykuł znajomym, jeśli zechce go zareklamować – zrobi to. Jaka to różnica czy ten wpis przeczyta 100 czy 10.000 osób?

Mój największy cel i tak jest w tej chwili osiągnięty. Właśnie publikę tej wpis do którego będę mógł powracać kiedy tylko będę miał na to ochotę.

 

Książka, która była kluczowa na mojej drodze rozwoju osobistego:

  • Witaj Michale!

    To dość lukratywna propozycja – zarabiać na własnej twórczości. Nigdy mnie to jeszcze nie spotkało, ale wydaje mi się, że wraz z wzrostem popularności można zapaść na przypadłość „sztuka dla sztuki” – piszę, bo powinienem/muszę/trzeba. W zasadzie jestem początkującym blogowiczem, więc może dlatego opieram się na domysłach a nie na doświadczeniu 😉

    Kolejna sprawa – jeżeli pisanie pozwala wzrastać, poczuć się docenionym, wyrazić swoją opinię – to do dzieła! Dosłownie „dzieła” 😉

    • Michał Flisiuk

      Uważam, że w tym kryje się największe niebezpieczeństwo. Bloger który zyska popularność, zacznie zwracać większą uwagę na pieniądze niż samą przyjemność tworzenia, przez co powieli schemat tworzenia „sztuki dla sztuki”.

  • Czy uważasz, że każdy wpisy powinien być poprzedzony jakąś konkretną inspiracją? Nie mam na myśli od razu „coś” wielkiego, ale jakaś sytuacja, zdarzenie, na przykład tak jak w ostatnim wpisie refleksje odnośnie zdrowego przyzwyczajenia do jazdy rowerem do pracy.

    • Michał Flisiuk

      Uważam, że powinno się pisać wtedy kiedy ma się na to ochotę. To jest jak iskierka inspiracji w Twojej głowie, która rozpala prawdziwy ogień. Ja tak na to patrzę. Nie czuję się dobrze kiedy piszę coś ‚bo wypada’ ‚bo dawno nie pisałem’ ‚bo czytelnicy czekają’. Nie jestem gazetą, która wychodzi codziennie, że muszę się trzymać terminów.

      To jest moje zdanie, każdy ma prawo mieć inne. 🙂