Moja indywidualna droga do męskości

Wiele ostatnimi czasy mówi się o kryzysie męskości. Podobno faceci coraz bardziej zaczynają upodabniać się do kobiet, ponieważ ich męskie geny po prostu zanikają. Naukowcy rozkładają ręce a kobiety lamentują wstawiając na facebooka frazy pokroju: “Gdzie Ci mężczyźni, prawdziwi tacy?” Z początku myślałem, że z tymi genami to nic innego jak sensacja w stylu serwisu plotkarskiego, aczkolwiek problem ten wydaje się być prawdziwy. Zresztą, nie trzeba być genetykiem ani biotechnologiem, żeby zobaczyć, że mężczyźni stają się mniej męscy.

Kobiety już dawno przestały szukać księcia z bajki na białym rumaku, bo mniej więcej w wieku 13 lat uświadomiły sobie, że księcie nie istnieją. Wraz z wiekiem standard ten powoli się zaniża i koniec końców gdzieś w okolicach +30 roku życia kryterium to zamienia się w jeden konieczny warunek: wystarczy że będzie płci męskiej. W momencie kiedy kobiety ubolewają nad brakiem prawdziwych mężczyzn, większość osobników płci męskiej nie widzi w tym żadnego problemu.

Ten wpis powinienem zacząć od swojej historii, bo przemyślenia przelewam na papier głównie na bazie własnego doświadczenia. Wiele osób, zarówno kobiet jak i mężczyzn myśli, że w momencie kiedy facet jest pewny siebie to z pewnością ma to od urodzenia. Został namaszczony przez siły wyższe, urodził się w czepku i od małego potrafił zamieniać się w super sayana. Nie do końca tak to działa, bo z czystym sumieniem stwierdzam, iż nie byłem pewnym siebie facetem do około 19 roku życia. Też miałem problemy z nawiązaniem nowych znajomości, wyrażaniem głośniej swojej opinii czy z powiedzeniem asertywnego “nie”. Pomimo tego, że mężczyzną byłem – przynajmniej genetycznie i biologicznie – o tyle nie czułem się jak prawdziwy twardziel, który potrafi strzelać z CKM’u jedną ręką. Czułem się słabo. Czułem, że nikt nie nauczył mnie jak być prawdziwym mężczyzną. Miałem tysiące pytań w głowie na które usiłowałem znaleźć ‘męską’ odpowiedź.

  • Jak powinienem zachowywać się w stosunku do kobiet?
  • Czy nie pomyśli sobie, że jestem chamem, kiedy złapie ją za rękę i powiem jej, że mi się podoba?
  • Co jeśli mnie wyśmieje?
  • Czy już powinienem ją pocałować czy jeszcze raczej poczekać na korzystny układ sił we wszechświecie?
  • Jak powinienem zachowywać się w stosunku do osób, których nie lubię?
  • Przecież nie chcę mieć wrogów i chce żeby wszyscy mnie lubili, bo to takie fajne – być lubianym.
  • Jak powiedzieć komuś kilka nieprzyjemnych słów w łagodny sposób? Nie chcę nikogo ranić.

Pytania te mnożyły się i mnożyły, a ja czułem, że w głowie mam coraz większy mętlik. Fajnie było zgrywać cwaniaka przed kumplami, ale tylko na pokaz, bo kiedy pojawiała się dziewczyna, która podobała mi się od dobrych kilku miesięcy nie chciałem zrobić nic “głupiego”.

Z czasem przyszły pierwsze porażki i odrzucenia w relacjach damsko męskich – i całe szczęście, bo dzięki nim dziś jestem w tym miejscu w którym jestem. Pierwsze problemy sercowe, wylewanie łez nad kartką papieru, na których widniał napis “List miłosny”, snucie wizji bycia razem podczas lekcji szkolnych itp. To było fajne. To było takie beztroskie, szczere i naprawdę bardzo życiowe doświadczenie. Tak naprawdę gdybym miał dać radę wszystkim tym, którzy mają problemy z kobietami powiedziałbym jedno: Zadurz się w niej i spieprz to. Nauczysz się wielu rzeczy, wyniesiesz cenne doświadczenie i może zrozumiesz co robisz źle. A ja zauważyłem najważniejszą rzecz, którą robiłem źle – nie byłem męski. Zachowywałem się jak ciota.

 

Jak stać się prawdziwym mężczyzną?

Telewizja i media wbijają do głowy facetom najróżniejsze stereotypy. Jednym z nich jest  stereotyp twardziela z krwi i kości, który zabija wszystkich wrogów jednym ciosem, ma czarny pas w karate, a na samą jego obecność kobietom robi się słabo. Kolejny stereotyp, który uwielbiam to stereotyp bogatego biznesmena. Luksusowe auto, zegarek o wartości przeciętnego mieszkania w Warszawie, dobrze skrojony, konieczne markowy garnitur. Na zdjęciach oczywiście muszą znaleźć się piękne kobiety, aby kodować odbiorcom-facetom prosty przekaz: masz kasę, masz kobiety.

Cóż za krzywdę robią media piorąc tak mózg biednym facetom. Później widzę takich gości, którzy dzień po wypłacie udają się do najbardziej bananowego klubu w mieście, rozpieprzają się przy barze a ich mowa ciała mówi jedno: “Mam kasę, jestem zajebisty.” W poniedziałek rano w pracy opowiadają pijacko-weekendowe opowieści, jacy to nie są zajebiści bo poderwali dziewczynę na kasę. Nie wiem jak wy, ale ja w zasadzie czułbym się bardziej wykorzystany niż ta kobieta. Zostałem spłukany z kasy, no ale udało mi się zaliczyć. Coś za coś.. Lajf is brutal.

W zasadzie to media mają męskie wartości głęboko gdzieś, bo gdyby zaczęły mówić prawdę, nie zarobiłyby ani złotówki. Potrzeba własnej, prawdziwej, niekomercyjnej definicji męskości, ale skąd ją wziąć skoro nikt na tym nie zarobi? A – bądźmy szczery – w dzisiejszym świecie towar, na którym nie da się zarobić, po prostu się nie reklamuje, bo nikt ma w tym żadnego interesu.

 

Jak zatem znaleźć przepis na męskość, skoro nie w mainstremowych mediach?

Do końca życia nie zapomnę jednej z najbardziej wartościowych rozmów w moim życiu z moim ojcem. Byłem młody, ciekawy świata i zawsze zadawałem wiele pytań. Całe szczęście, że moi rodzice mieli ogromną cierpliwość do upierdliwego synka, który pytał dosłownie o wszystko. Sam do dziś się zastanawiam, skąd oni brali tyle cierpliwości, ja bym sam ze sobą dziś nie wytrzymał. Stojąc ze swoim tatą w domowym warsztacie, brałem do ręki wszystkie możliwe narzędzia i przedmioty – śrubokręty, miarki, klucze – zadawając każdorazowo pytanie: “Co to jest? Do czego to służy?”. Na każde pytanie otrzymywałem wyczerpującą odpowiedź co pogłębiało moją odpowiedź. W końcu po którymś pytaniu z kolei, zapytałem: “Tato skąd Ty to wszystko wiesz?” “Z książek, pamiętaj synu, telewizja kłamie. Cała prawda tego świata jest zapisana w książkach”. Pomimo tego, że miałem wtedy jakieś 8 albo 9 lat wziąłem sobie te słowa mocno do serca. Jeszcze przez długi miałem awersję do książek, ze względu na beznadziejnie nudne lektury szkolne i dopiero w okolicach 18-19 roku życia zrozumiałem, że książki są naprawde wartościowe i fajne.

Prawie cały pierwszy rok studiów poświęciłem na czytanie książek, przyswajaniu artykułów i pochłanianiu różnych kursów audio/video. Byłem zafascynowany, że mając dostęp do biblioteki czy internetu możemy znaleźć odpowiedź na każde pytanie. Z racji tego, iż tematyka motywacji, sukces i szeroko pojęty rozwój osobisty wydawał mi się bardzo męski, zadurzyłem się w tej tematyce, czego efekty widoczne są do dziś – w końcu to ja prowadzę tego bloga. 😉

Nie wiem dlaczego, ale motoryzacja, wymądrzanie się na temat polityki i teorii spiskowych tego świata – co większość facetów uprawia jako sport narodowy, szczególnie po kilku głębszych – w ogóle mnie w ogóle nie interesuje. Zresztą, zawsze chciałem być chociaż trochę inny niż wszyscy, a skoro wszyscy interesowali się szybkimi samochodami, ja jakoś niekoniecznie.

Mogę śmiało stwierdzić z perspektywy czasu, że wejście w tematykę szeroko pojętego sukcesu i rozwoju osobistego zmieniło moje życie o 180stopni. Rok 2009 był czasem największych przemian, które dokonały się w moim życiu. Poznałem masę świetnych osób o podobnych poglądach, przeżyłem ogromną ilość pozytywnych wydarzeń i zacząłem się rozwijać. Stałem się szczęśliwszym, bardziej optymistycznym, pewniejszym siebie facetem.

Niestety, nic nie było za darmo. Drastyczne zmiany, wiązały się z drastycznym wysiłkiem i ciągłym poszerzaniem strefy komfortu. Wejście w zupełnie nowe kręgi znajomych, zaufanie nowo poznanym osobom – to nie jest proste na jakie by mogło wyglądać. Podsumowując jednym krótkim zdaniem powiem tak, opłaciło się.

Krocząc dalej drogą sukcesu i personalnego rozwoju zmierzam w stronę prawdziwej, nie ‘dmuchanej’ pewności siebie, szczerości i otwartości. Z czasem uświadomiłem sobie, iż cała “branża” sukcesu, zbyt dużo mówi o sukcesach zewnętrznych, za malo skupiając się na sukcesach wewnętrznych, a cytując Tolle’a:

Jeśli dojdziesz do ładu z własnym wnętrzem, wówczas to, co zewnętrzne, samo się ułoży. Rzeczywistość pierwotna tkwi wewnątrz, a zewnętrzna jest wobec niej wtórna.

Chcąc poukładać się wewnętrznie, drogę do męskości traktuje jako długoterminowy proces, który dzieje się obok mnie i nie jest moim celem. Dojrzało we mnie przekonanie, iż szeroko pojęta męskość, którą tak bardzo chciałem osiągnąć nie jest punktem do którego biegnę. Całe moje życie, decyzje które podejmuje, ludzie których spotykam, książki jakie czytam – to całe piękno mojego męskiego życia. Przewartościowałem przymiotnik męski na swoją definicję. Nie chcę się szufladkować, etykietować ani ustalać sztucznych celów – to po prostu przyjdzie z czasem.

Zbytnie skupienie się na zarobieniu ogromnej kwoty pieniędzy, podrwaniu pięknej kobiety, czy staniu się szczęśliwym człowkiem nie działa. Pojawia się wtedy milion różnych pytań, tysiące przemyśleń, które niejednokrotnie oddalają nas od celu zamiast przybliżać… A przecież nie o to nam chodzi.

Zrozumiałem, że na najbardziej wartościowe owoce życia trzeba poczekać. Trzeba zasiać ziarno ideii w swojej głowie, a ono z czasem dojrzeje. Był to etap w moim życiu na który musiałem poczekać. I jestem wdzięczny, że się doczekałem.

Nie pragnij bycia męskim jak nowego samochodu czy randki z atrakcyjną kobietą. Oczekuj jej, przygotuj się na jej przyjście, a każdego dnia będziesz się do niej zbliżać.

PS. Przeczytałeś już motywujący wpis Wojtka?

Książka, która była kluczowa na mojej drodze rozwoju osobistego:

  • tola

    Gratulacje dobry artykuł. Bardzo dojrzaly i przemyślany. Pozdrawiam……….

  • Ktoś tu czytał Napoleona Hilla 😉

    Pozdrawiam

  • Dorota

    Ten post, powinni przeczytać zarówno mężczyźni, jak i kobiety, rewelacyjny !

    Pozdrawiam 😉

  • Oczekiwałem czegoś więcej – np. narzekania na ubiór i zachowanie dzisiejszej młodzieży, która lubi siebie zwać „elitą narodu”, na głupie myślenie tychże chłopczyków, na brak własnego zdania, na brak asertywności, na to, że w związkach z kobietami (równie głupimi), pozwalają im podejmować decyzję i być mężczyzną; na to, że nie potrafią przejąć inicjatywy, wziąć czegoś we własne ręce, czy po prostu pokazać kobiecie, że to on jest jednostką dominującą i że jak czegoś pragnie, to to bierze.

    No ale poza tym – jest OK. 😉

  • grzesiek005

    Ciekawy artykuł.. przyjemnie się go czyta – masz talent 😉

  • Alice

    o kurcze, totalne zaskoczenie 🙂 spodziewałam się kolejnego wpisu, który całą winę za „brak męskości w świecie” zrzuci na kobiety… chyba pierwszy tekst na Twoim blogu, który tak bardzo pozytywnie mnie zaskoczył 🙂 dzięki za ten tekst i szczere przemyślenia, potrzebowałam przeczytać coś takiego 🙂 pozdrawiam!