Paradoks motywacji

Dziś kiedy na nowo wróciłem do pracy etatowej uświadomiłem sobie pewien paradoks, który zaobserwowałem już jakiś czas temu. Dawniej myślałem, że posiadając nieograniczoną ilość wolnego czasu mógłbym wykorzystać go niezwykle efektywnie. Pracując przecież na etacie mamy wycięte 8, jak nie więcej godzin dziennie, co automatycznie ogranicza nasze możliwości. Dziś doszedłem do zupełnie innych wniosków. Może jestem ewenementem, ale pracując na etacie jestem… bardziej zmotywowany niż wtedy kiedy nie pracuję.

Myśląc o tych wszystkich leniwych ludziach, którzy siedzą na bezrobociu a z drugiej strony o pracownikach korporacji, którzy zapracowują się na śmierć, wpadła mi do głowy pewna idea, która w 100% potwierdza się na mnie. Kiedy w danym dniu nie mam zupełnie nic do zrobienia, ciężko jest mi zmotywować się do pracy. Przecież mam wolny dzień po co pracować, skoro można zająć się tym kiedy indziej? Takim dniem jest na przykład sobota lub niedziela, która powszechnie uznana jest za dzień wolny od pracy. Od pracy etatowej oczywiście, bo właściciele biznesu nie patrzą jaki mamy dzień tygodnia, pracują wtedy kiedy muszą.

Poruszyłem tutaj aspekt leniwych ludzi przesiadujących na bezrobociu, ponieważ jest to ogromna liczba osób, którzy nie chcą podjąć pracy. Przyzwyczajenie do nic nie robienia, rozpieszczanie przez socjal i zastój zawodowy powodują, że motywacja do szukania pracy spada. Znam osobiście kilka przypadków osób, które w ogóle nie szukają pracy, bo przecież bez niej też da się żyć.

Sami wiemy jak ciężko jest wstać w sobotę z samego rana i zmotywować się do zrobienia czegokolwiek. Usprawiedliwiamy się w myślach, że w weekend powinniśmy odpoczywać spędzając w leniwy sposób te dwa wolne od pracy dni tygodnia. Nie widzę w odpoczynku nic złego, bo przecież należy się każdemu z nas, ale chodzi mi o sam aspekt ‚zmotywowania’. Kiedy przychodzę z pracy, jestem co prawda bardziej zmęczony, ale motywację do działania mam o wiele większą niż podczas leniwych dni. Na mnie działa to z kilku powodów:

1. W pracy nie ma wymówek na brak motywacji. Wizja reprymendy, czy zwolnienia powoduje, że nawet największego lenia można zmotywować, niezależnie od tego czy będzie to kara czy nagroda. Przychodząc po pracy do domu, stan produktywności, efektywności i działania jest dla mnie normalny, bo przecież w taki sposób spędzam 8h dziennie.

2. Na etacie niejednokrotnie jesteśmy sfrustrowani tym, że pracujemy dla kogoś. Drażni nas fakt, że nie możemy być dla siebie własnym szefem i mieć tego komfortu, że nikt nad nami nie stoi. Ta frustracja może być łatwo zamieniona w motywację do działania pt: „Zrobić wszystko, żeby móc żyć bez etatu”. W moim przypadku działa wyśmienicie.

3. Pracując na etacie mamy motywację z ‚zewnątrz’. Szef, wizja zwolnienia, podwyżka, awans. Siedząc w domu musimy sami się motywować, ustalać cele i nie mając silnej motywacji z wewnątrz, ciężko zabrać się za cokolwiek.

4. Pracując na etacie uświadamiam sobie, że praca jest ważna i potrzebna. Siedząc jeszcze w domu jako student dzienny, praca była ostatnią rzeczą o jakiej myślałem. Lepiej było się przecież bawić i korzystać z życia. Dziś wiem, że pracę z fajnym życiem można połączyć, do czego musiałem po prostu dorosnąć.

Pracę etatową traktuje jako punkt w życiu, który uzmysłowił mi pewne rzeczy, których z pewnością nie uświadomiłbym sobie gdyby nie etat. Dziękuje sile wyższej, że dane było mi znaleźć całkiem dobrą pracę praktycznie bez żadnego doświadczenia zawodowego. Teraz z perspektywy doceniam etat i wiem o ile bardziej komfortowo czuje się pracownik, który dostane regularne przelewy i nie martwi się z czego zapłaci rachunki.

 

Książka, która była kluczowa na mojej drodze rozwoju osobistego:

  • lub

    Święta zasada, którą wyznaję od lat-im masz mniej czasu tym masz go więcej. Wypełniony po brzegi kalendarz wymusza na człowieku dobrą organizację i szacunek dla każdej wolnej minuty. Jak ma się dużo”wolnego czasu”, minuty przeciekają przez palce i kończy się dzień z poczuciem „nic nie zrobiłem”.

  • Bo ważne jest to żeby mieć prace a nie robotę

  • „Od pracy etatowej oczywiście, bo właściciele biznesu nie patrzą jaki mamy dzień tygodnia, pracują wtedy kiedy muszą.”

    Lub kiedy chcą:)

    „Zrobić wszystko, żeby móc żyć bez etatu”.

    Moim zdaniem to źle określony cel (choć jak sam mówisz u niektórych działa dobrze. Pytanie czy w dłuższym terminie będzie tak samo dobrze). Cel powinien być określony w sposób pozytywny. Np chcę mieć swój własny biznes lub swoje własne dochodowe zajęcie (najlepiej hobby).

    Nawiązują do pkt 4. Jest to jednym z powodów odkładania działania. Wizja tego, że kiedy pracujemy (nawet jeśli to lubimy) to tracimy czas na zabawę. Dlatego tak istotna jest rozrywka bez poczucia winy.

    Nie jestem zwolennikiem etatu. Jednak jeśli ktoś wybrał etat świadomie, jest na nim szczęśliwy, to nie mam nic przeciwko. Gorzej jeśli ten wybór spowodowany jest strachem lub trzymamy się pracy mimo, że ten etat nie przynosi nam radości.

    A co do czasu to tutaj w grę wchodzi „prawo parkinsona”. Czyli, że zadanie wydłuża się zgodnie z czasem jaki na nie przeznaczmy.
    Dlatego warto wieczorem spisywać sobie plan działania na następny dzień i dawać sobie określony czas zakończenia. Nawet gdy nam się nie uda skończyć to na pewno zrobimy więcej niż gdybyśmy tak nie robili.

    Pozdrawiam 🙂