Kilka dni temu obroniłem tytuł magistra i poczułem się…

Studia jeszcze kilka lat temu były dla mnie ważnym punktem odniesienia w życiu. Przecież żeby dostać dobrą pracę, czy żeby być postrzeganym przez innych jako specjalista w danej dziedzinie warto mieć uczelniany papierek, który potwierdzi nasze kompetencje . Po pierwszym roku studiów utwierdziłem się jednak w przekonaniu, że na uczelni mądrości zbyt wiele nie zdobędę a pierwszą emocją jaką poczułem po obronie pracy było… zażenowanie.

Serio. Poczułem się zażenowany. Od godziny 9 miałem milion telefonów, smsów, lajków na facebooku i innych komunikatów od osób, które szczerze mi gratulowały tego niebywałego osiągnięcia. Zakończyłem ten etap w swoim życiu i muszę stwierdzić, że gdybym dziś miał wybierać czy iść na studia – zrobiłbym sobie rok przerwy. Całe szczęście w Polsce, coraz mniej młodych osób idzie na studia “bo tak trzeba” i zwiększa się świadomość faktu, iż studia same w sobie niewiele dają. Cieszę się, że coraz więcej osób używa głowy w procesie podejmowania tak ważnej decyzji jak wybór studiów, a nie sugeruje się nagłówkami z gazet czy opinią innych ludzi.

Czy warto iść na studia?

Na to pytanie odpowiedziałem ostatnio w Lublinie w formie godzinnego wykładu. Z racji tego, że jesteś czytelnikiem mojego własnego warsztatu pisarskiego streszczę Ci godzinny materiał do jednego prostego wniosku. TO ZALEŻY! Warto iść na studia, jeśli mamy na siebie pomysł w życiu, w innym przypadku będziemy sfrustrowanymi młodymi studentami, którzy przez kolejne kilka lat życia będą zadawać sobie pytanie “Po co wybrałem ten kierunek?”. O ile gdybym dziś mógł cofnąć czas i zmienić swoją decyzję odnośnie studiów, o tyle nie żałuję faktu, iż udało mi się ukończyć studia.

Nie lubię skrajnych stanowisk, toteż uważam, że studia zawsze czegoś uczą. Chociażby tego, że warto trzymać się z odpowiednimi ludźmi na uczelni, a piątkowe imprezy zakrapiane alkoholem również są jakimś doświadczeniem. Każdy kto studiował zaocznie, może czuć się zazdrosny o tryb życia jaki prowadzą studenci dzienni. Nie muszą pracować, wypijają morze alkoholu, śpią do 11 i uczestniczą w imprezach rodem z “American Pie”. Zamiast czuć chorą zazdrość do osób, które mają bardziej beztroski tryb życia niż my, można postudiować zarówno dziennie jak i zaocznie co mi udało się uczynić. Mając takie porównanie wiem jak wyglądają dwie strony medalu i nie wysnuwam wniosków, których nie doświadczyłem na własnej skórze.

Całe szczęście drugą emocją jaką poczułem po obronie pracy była ogromna satysfakcja i ulga, że udało mi się skończyć ten ważny etap w życiu. Myślałem dość poważnie, żeby zakończyć swoją edukację na licencjacie, ale uznałem, że jeśli mam cokolwiek robić w życiu, trzeba to zrobić od A do Z. Wytrwałość, cierpliwość i co sobotnie wstawanie o 6 rano się opłaciły i dziś widać tego efekty.

Na koniec taka mała lekcja – każde doświadczenie czegoś uczy. 😉

 

Daj lajka!