Klucz do automotywacji

Rozmowa sprzed kilku dni z moim bliskim znajomym na temat automotywacji zainspirowała mnie do napisania artykułu. Wymienialiśmy poglądy, dyskutowaliśmy i doszliśmy do ciekawych wniosków.

Coraz bardziej zaczynam odczuwać jak pytania typu: “Jak się zmotywować, jak się motywować do działania, skąd brać motywację” nie mają sensu. Takie pytania często zadają młodzi adepci sztuki motywacji, którzy posileni wiedzą z kilku książek, pragną stać się mistrzami rozwoju. Niestety, podejście oparte na poznaniu magicznych technik, dzięki którym zyskamy chwilowego motywacyjnego “kopa” jest bardzo płytkie i prędzej czy później zaczniemy odczuwać potrzebę, że brakuje nam czegoś większego. Sam kiedyś należałem do osób, które chciały poznać jak najwięcej strategii, technik, kodów, dzięki którym zaprogramuje swój umysł na działanie na najwyższych obrotach. Przypominając sobie swoje podejście sprzed kilku lat, śmieje się z siebie.

Świat pełen uzależnień

Człowiek potrafi uzależnić się od dosłownie wszystkiego. Internetu, seksu, alkoholu, adrenaliny. Jestem również zdania, że można się uzależnić od dobrego samopoczucia i motywacyjnego flow, które sprzedają Ci książki. Moc inspiracji, którą czujesz zaraz po przeczytaniu jakiegoś motywacyjnego materiału w zasadzie nie różni się niczym niż lekki szum w głowie po kilku piwach. Pijemy, jest fajnie, ale nazajutrz dobry stan minie. Jeśli bardzo będzie nam go brakowało – będziemy do niego wracać. Jak jest z materiałami rozwojowymi?

Podobnie.

Pod pretekstem stałego rozwoju coraz bardziej zaczynamy odczuwać brak motywacyjnego kopa, dzięki któremu tak dobrze się czuliśmy. Kolejna książka, kolejne szkolenie, kolejne magiczne techniki, kop motywacyjny, powrót do stanu wyjściowego i tak w kółko.. Na jednym z krakowskich seminariów nazwałem taką sytuację “pułapką teoretyka”, ponieważ wydaje nam się, że się rozwijamy, a de facto jest to rozwój czysto teoretyczny. Sam przez to przechodziłem i dziś z czystym sumieniem stwierdzam, że lepiej przeczytać jakąś fajną powieść niż w kółko czytać motywacyjne lektury.

Wróćmy do podstaw.

Każdy człowiek jest unikalny. Każdy ma swój specyficzny charakter, różny bagaż doświadczeń, inny iloraz inteligencji. Jak zatem można znaleźć skuteczną, uniwersalną formułę dzięki której wszyscy jak za pstryknięciem palcami, będą działać na najwyższych obrotach? To bzdura i marketingowy bełkot. Najlepszą formą w perspektywie długoterminowej jest odnalezienie tego co chcielibyśmy w życiu robić a do tego… już nie potrzeba motywacji. Czy musiałbym Cię zmotywować do tego, żebyś wydał 10.000zł? Raczej nie, bo to przyjemne. To co przyjemne dla Ciebie, dla mnie wcale takie nie musi być.

Ty być może uwielbiasz oglądać TV, ja nienawidzę. Na tym polega całe piękno całego świata – różnorodność jednostek. To co Ciebie kręci, mnie może nie zainteresować nawet na ułamek sekundy. Świat potrzebuje różnorodności. Potrzebujemy różnych nurtów myślenia, różnorodności zainteresowań, filozofii czy twórczości.  To jest piękne. To co zostało w nas naturalnie zaprogramowane – robić to na co masz ochotę. Podejrzewam, że gdyby światem nie rządziły pieniądze świat rozwijałby się bardzo podobnie. Motywacją do tworzenia lepszego świata byłaby inspiracja i chęć rozwoju dla własnej satysfakcji, nie zaś dla pieniędzy.

Słuchaj siebie!

Jeśli szukasz motywacji, odnajdź w tym wszystkim siebie. Jak długo można się do czegoś zmuszać? Jak długo można pracować w miejscu, którego nienawidzisz? Jak długo można robić coś na siłę? Ostatnio rozmawiając ze swoją mamą doszliśmy do wniosku, że każdy człowiek ma określony zasób “paliwa” na całe życie. Jedni ludzie wykorzystują go szybciej – żyjąc intensywniej, w większym stresie, podejmując większe wyzwania; inni zaś wybierają spokojniejsze życie. Moim zdaniem podobnie jest z tą sztuczną, zewnętrzną motywacją, którą ludzie uważają za klucz do sukcesu. Gdyby tak nie było, raczej nie mielibyśmy chociażby syndromu wypalenia zawodowego.

Rób co kochasz, mów co myślisz, przebywaj z tymi, których szanujesz. Proste prawdy, ale jakże ważne.

 

Daj lajka!