Złe samopoczucie jako sposób na szczęście

Chyba nikt z nas nie lubi czuć się źle. Gorszy dzień w pracy, gorsze samopoczucie, choroba czy też problem w życiu codziennym – tych sytuacji nie da się uniknąć. Moje ostatnie dwa dni pozostawiały wiele do życzenia. Czułem się źle, byłem na siebie zły, nie miałem humoru. Dzisiaj rano wstając z łóżka zrozumiałem, że gorsze dni są niezbędne do tego by być szczęśliwym.

Musi to komicznie wyglądać kiedy autor bloga motywacyjnego wychwala złe samopoczucie, zamiast wstrzykiwać w czytelników pozytywną energię, jednakże ma to swój cel. Zauważyłem, że kiedy wszystko idzie dobrze, kiedy w pracy/relacjach z ludźmi/sferze fizycznej i duchownej świetnie Ci się powodzi to po pewnym czasie wejdziesz w stan uśpienia. Ja bynajmniej tak mam, że kiedy kilka tygodni pod rząd w zasadzie nie mam żadnych zmartwień to ten stan – jak na ironię – przestaje mnie cieszyć. To staje się normą. Zmienia się moja skala postrzegania czegoś jako stan szczęśliwy i radosny. Człowiek może przyzwyczaić się do wszystkiego i wszystkim się znudzić. Brzmi to jak coś abstrakcyjnego, ale człowiek zawsze musi mieć punkt odniesienia, a kiedy traci go z pola widzenia, zapomina o tym co było lepsze czy gorsze.

Ważny punkt odniesienia

Gdyby wziąć osobę, która przez całe życie nie miała żadnych problemów czy zmartwień, ma dużo kasy, mieszka na Hawajach i opala się całymi dniami – podejrzewam, że gdybyśmy zadali tej osobie pytanie czy jest zadowolona ze swojego życia, pewnie odpowiedziałaby, że to wszystko co ma jest raczej normalne i nie ma tutaj powodów do wybitnej radości. Jest OK, ale szału nie ma. To zadziwiające, bo porównując to z naszymi, normalnymi żywotami, gdzie trzeba pracować, spłacać kredyty i utrzymywać jakoś dzieci, osoba mieszkająca na Hawajach według naszych osądów powinna być najszczęśliwszą osobą na ziemi. Mając punkt odniesienia, potrafimy docenić to co mamy. Z drugiej strony porównując się do osób najuboższych, biednych ludów w Afryce, które głodują i chorują – możemy stwierdzić, że nasze losy w Polsce są naprawdę rewelacyjne.

Doceń co masz

To do czego się porównujemy ma ogromne znaczenie. Osoba, która od małego dziecka miała dużo pieniędzy, nie doceni ich. Nie odnajdzie w nich radości, nie będzie czuć się spełniona. No bo jak ma się czuć skoro urodziła się w takich okolicznościach i nie ma porównania jak to by było żyć w ubogiej rodzinie? Będzie to fajne, miłe i przyjemne, ale szału raczej nie będzie.

Ja w momencie pisania tego wpisu jestem naprawdę szczęśliwy, że moje ostatnie dwa dni były kiepskie. Mam doskonały przykład na to, że przez większość moich ostatnich tygodni byłem szczęśliwy, uśmiechnięty, beztroski czego w zasadzie nie doceniałem, bo nie pamiętam kiedy przedtem ostatnio miałem gorszy dzień. Brzmi to zabawnie, ale jak dla mnie jest to prawdą. Nigdy nie docenimy czegoś, jeśli nie będziemy mieć punktu odniesienia. Ja teraz patrząc na swoje ostatnie kilka miesięcy – uśmiecham się. Były świetne i dopiero teraz to widzę.

Dlatego też od dziś będę mówił sobie: Czasem musisz poczuć się gorzej, byś docenił to, że jest Ci dobrze.

 

KategorieBez kategorii

Książka, która była kluczowa na mojej drodze rozwoju osobistego:

  • Jola

    Hej Michał, rzeczywiście coś jest na rzeczy z tym stanem odniesienia. Tylko chyba jednak nie do końca można brać go za wyznacznik bycia szczęśliwym/ nieszczęśliwym. Weźmy jako przykład długotrwałą/ nieuleczalną chorobę (własną lub cudzą). Często jest to sytuacja, na którą nie mamy wpływu i nie widzimy w dodatku nadziei na poprawę/ zmianę stanu. Szukanie punktu odniesienia tylko pogorszyłoby nasze samopoczucie, bo kiedyś było lepiej… Wtedy chyba najlepszym lekarstwem jest pogodzenie się z sytuacją, zaakceptowanie jej w takiej formie, jaka jest i uznanie za normalną -nie złą, nie dobrą, a neutralną. Jak myślisz? Pozdrawiam, Jola

    • Michał Flisiuk

      Oczywiście, przykład który podałaś jest jak najbardziej słuszny. Chodziło mi przede wszystkim o to, żeby doceniać to co mamy na chwilę obecną. Zdecydowana większość ludzi sama siebie krzywdzi, bo dąży do wygórowanych ideałów, zamiast doceniać to co mamy tu, teraz, na co dzień.

      Poniższe przemówienie odzwierciedla najlepiej to co mam na myśli:

      http://www.ted.com/talks/lang/pl/barry_schwartz_on_the_paradox_of_choice.html

  • m_c

    żeby się poczuć szczęście mocniej trzeba się poczuć nieszczęśliwym przez moment

  • W tym szaleństwie jest metoda! Mądrze wykorzystując zasadę kontrastu dojdziemy do konkluzji wypływającej z Twojego wpisu 🙂

    Wszystko może nieść pozytywny przekaz – zmęczenie? To znaczy, że wcześniej pracowało/żyło się bez tego. Nuda? Prawdopodobnie kilka dni wcześniej pasja i ciekawość grały pierwsze skrzypce!

    Nic dodać, nic ująć 🙂

  • Oczywiście, że ludzie muszą mieć punkt odniesienia do wszystkiego, ale czy to jest prawdziwe szczęście, jeżeli obniżamy nasze oczekiwania, ponieważ widzimy, że inni mają jeszcze gorzej, albo wczoraj bolało nas bardziej, a dziś mniej? Szczęście to moim zdaniem stan błogości, który osiągamy kiedy żyjemy w zgodzie ze sobą i ze światem.

    • Michał Flisiuk

      Oczywiście, jest sporo prawdy w tym co piszesz, aczkolwiek można być moim zdaniem mniej lub bardziej szczęśliwym w zależności od naszej własnej definicji szczęścia. Jeśli narzucimy sobie wymagania pt: muszę mieć tyle kasy, taką kobietę i dom na Karaibach to nasz poziom z zadowolenia życia będzie niższy. „Oczekuj najlepszego, ale bądź przygotowany na wszystko.” Pozdrawiam!

  • Michale to o czym piszesz to czysta prawda – złe samopoczucie, niska samoocena czy stres to najlepsze motywatory do działania. Dużo ludzi tego nie rozumie i przewlekle tkwi w problemach. Oczywiście, nie jest łatwe zamienienie negatywów w pozytywny napęd, ale raz nauczenie się tej sztuki, procentuje przez całe życie…

    • Michał Flisiuk

      Lepiej dojść do tego później, niż wcale.. 🙂