Zrozum i zaakceptuj siebie w pełni

Na początku muszę Wam coś wyznać. Coś bardzo szczerego. Przez ostatnie dwa tygodnie miałem kryzys jeśli chodzi o moc twórczą do pisania artykułów. Ilekroć nie siadałem do komputera z myślą o napisaniu tekstu, kończyło się na kilku miernej jakości zdaniach, które mnie zupełnie nie przekonywały. Kiedy pojawił się pierwszy akapit a ja uświadomiłem sobie, że jest do niczego, usuwałem go. Od ostatniego wpisu, do dzisiaj napisałem 5 zalążków artykułów, które są szkicami.. To znaczy były, bo przed chwilą wylądowały w koszu. Szkoda, że nie były w wersji papierowej – czułbym większą satysfakcję drąc je na kawałki i dumnie wyrzucając do śmietnika.

Gorsze dni, brak weny.

Na tę przypadłość cierpi chyba każdy bloger, pisarz lub osoba, która cokolwiek tworzy. Kiedy w swoim życiu masz pasmo sukcesów, wspaniałych artykułów i genialnych tekstów wszystko idzie zgodnie z planem. Im więcej piszesz lepszych tekstów, tym wyższą narzucasz sobie poprzeczkę i więcej oczekujesz od siebie oraz swojej twórczości. Nieodłączną cechą blogowania są przestoje, kiedy siadasz do komputera a w Twojej głowie nie ma nic poza pustką i myślą: „Trzeba coś napisać”. „Przecież nie mogę zawieść swoich czytelników! Jest grupa ludzi, którzy wchodzą codziennie z myślą, że przeczytają nowy artykuł. Chcę im pomagać!”

Pojawiający się taki mniej więcej dialog w mojej głowie wzmagał frustrację i kierował na moje myśli w złym kierunku. Denerwowałem się sam na siebie, bo wymagałem od siebie co kilka dni tekstów będących w moim mniemaniu arcydziełami. Próbowałem z tym walczyć i wykrzesać choćby iskierkę kreatywności. Bezskutecznie.

Oświecenie

Wracając tramwajem do domu zacząłem myśleć o blogu. Przez chwilę ogarnęła mnie myśl, że być może moja kreatywność się wypaliła i już nigdy więcej na łamach tego bloga nie zagości żaden unikalny, genialny, przepełniony moimi mądrościami tekst, z którego będę zadowolony. W pierwszym momencie poczułem złość połączaną z rozgoryczeniem i smutkiem.

Ale jak to..!

Czy kreatywność nie jest czymś stałym i prędzej czy później nie nadejdą produktywne dni, w których to codziennie będę pisać świetne teksty? Zostałem z tą myślą przez dłuższą chwilę patrząc się przez okno tramwaju na pobliską ulicę. Jadąc tak kilka przystanków przestałem zwracać całkowitą uwagę na to co się dzieje wewnątrz pojazdu jak i na zewnątrz. Zostałem jedynie sam ze swoją pustką i ciszą w moim umyśle.

W pewnym momencie poczułem pełną akceptację tego o czym myślałem przed kilkoma minutami. Tak jakby moje wewnętrzne ja powiedziało mi: „Zaakceptuj to co w tej chwili czujesz. Pokochaj tą emocję. Poczuj ją w pełni. Nie walcz. Niech płynie.” Uśmiechnąłem się do siebie, śmiejąc się z tego co przeżywałem przez ostatnie dwa tygodnie walcząc z emocją pt: brak kreatywności. Uświadomiłem sobie, że próbowałem znaleźć magiczny klucz do drzwi kreatywności, które de facto… były otwarte i wystarczyło je lekko popchnąć.

Dlaczego tak często walczymy z emocjami twierdząc, że są złe? Dlaczego będąc złym, smutnym, przygnębionym, zmęczonym często próbujemy z tym walczyć i wymusić na sobie coś zupełnie odwrotnego? Czemu nie pozwolimy temu po prostu być?

Pokochaj i zaakceptuj to co czujesz

Prawdziwy szacunek i miłość do siebie samego polega na pełnym zrozumieniu i akceptacji siebie. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Nie poszanowaniu i radowaniu się kiedy jest dobrze, a obrzucaniu się w myślach błotem kiedy jest źle. ” Jestem beznadziejny. Znów mi nie wyszło. Nie może tak być!” Czy mówiłbyś/mówiłabyś takie rzeczy osobie, którą kochasz?

Czy jednak bliższe miłości byłoby zaakceptowanie w pełni tego co czujemy i jak się zachowujemy traktując to jako element na naszej drodze rozwoju. Często zapominamy o tym, że jesteśmy tylko ludźmi i nic co ludzkie nie jest nam obce – nawet lenistwo czy absolutny brak ochoty na robienie czegokolwiek. Będąc dla siebie najgorszym katem, bijąc się w myślach z powodu gorszego samopoczucia nie pomagamy sobie. Nie pamiętam kiedy ostatni raz zrozumiałem to tak dobitnie jak dzisiaj, czując przy tym wewnętrzną ciszę jako znak, że tutaj nie potrzeba już więcej słów. Nie trzeba logicznych dialogów wewnętrznych by sobie coś wytłumaczyć, zrozumieć, przeanalizować… Wystarczyła mi cisza, która była znakiem, że zrozumiałem coś na prawdę ważnego.

 

KategorieBez kategoriiTagi

Książka, która była kluczowa na mojej drodze rozwoju osobistego:

  • Zdarza się, iż przychodzi czas, kiedy kreatywność uśpiona, niczym niedźwiedź zimową porą, nie pomaga znajdywać w zakamarkach własnego umysłu ciekawych pomysłów. Cóż, trzeba się pogodzić lub … Poszukać inspiracji! Nie wiem czy Ty masz podobnie Michale, ale czasem ciężko napisać coś po prostu, dopiero po przeżyciu jakiegoś doświadczenia magiczne wrota pomysłowości uchylają rąbka tajemnicy 🙂

    Super artykuł! Oddaje to, z czym każdy twórczy człowiek spotyka się co jakiś czas. Kreatywność znów wybuchnie ogromem możliwości, w końcu twórcze myślenie można wyćwiczyć, niczym nawyk.

    Pozdrawiam,
    Raimeyuu 🙂

  • Wydaje mi się, że bodziec zewnętrzny, którym może być zwykłe wyjście z domu – przerwanie rutyny może pomóc powrócić wenie. Ale w sumie to nawet nie trzeba z domu wychodzić aby to nastąpiło. Jakiś czas temu miałem podobny stan pustki jak autor artykułu. Chwilę z tym walczyłem – ale na nic.. Postanowiłem o tym zapomnieć i zacząłem czytać książkę. Zanim zdążyłem skończyć rozdział, w notatniku miałem kilka ciekawych pomysłów na artykuł. Wszytsko za sprawą bodźców zewnętrznych – w tym przypadku płynących ze stron książki..

  • Dokładnie tak, człowiek może być dla siebie najgorszym katem. Tymczasem jak zwykle wszytko trzeba wyważyć.

  • Wiele prawdy w tym tekście. Przypomina mi się zasada dynamiki. Jeżeli ciało A działa na B, to B na A. Jeśli walczymy z emocjami, próbujemy na siłę, wszystko rośnie do skali problemu. Sa lepsze i gorsze dni, są rzeczy, na które nie mamy wpływu, a powodują w nas smutek i przygnębienie. Czy warto z tym walczyć? Nie. Mało tego, warto poddać się temu bez reszty, ale nie desperować. Na mnie to działa. jest źle – ok. Niech będzie. Za godzinę, dwie, pięć będzie lepiej, bo zawsze tak było. Po co zmieniać coś na siłę? Przy pożarze lasu często strażacy nie gaszą bo jest to niemożliwe, ale koncentrują się na tym, aby wypaliło się co musi i nie przeniosło na inne rejony lasu. Może warto działać w ten sposób? Wypalić problem do zera, spokojnie go opuścić i cieszyć się, że go nie ma?