Witaj, wirtualna rzeczywistość

Wynalazki. Każdy z nich w jakiś sposób pomaga i ułatwia życie, ale prawdą jest, że i na swój sposób szkodzi. Samochód – cudowna zdobycz techniki, która zanieczyszcza atmosferę. Cóż, coś za coś. Z pewnością ten kto wymyślił komputer albo co gorsza Internet pewnie nie zdawał sobie sprawy w jaki sposób odbije się to na współczesnym pokoleniu.

Czym był komputer 15 lat temu? Takie dosyć duże, szare pudło, z mini telewizorem na górze i tak naprawdę nie wiadomo było do czego to magiczne „coś” służy. Jeśli już ktoś miał w domu komputer, goście pokazywali palcem i pytali: „A co to?„. Komputer potrzebny był księgowym, osobom do przetwarzania danych, osobom wykorzystującym edytor tekstu. Więcej zastosowań komputera sprzed 15 lat nie potrafię wymienić. Dla dzieci czy osób szukających rozrywki, owa szara skrzynka niewiele była w stanie zaoferować. Za czasów wczesnej podstawówki pamiętam jedynie grę ” Lotus” i  „Król lew”. Jeśli spędzałem 30 minut przed komputerem dziennie to było wszystko. Bo ileż może poświęcać zainteresowania pikselowej gierce dziecko, które potrzebuje wrażeń? Zdecydowanie lepszą opcją był rower albo gra w piłkę.

Z czasem technologia poszła trochę do przodu i pojawiło się środowisko Windows a pulpit komputera nabrał troszeczkę bardziej cywilizowanego wyglądu aniżeli ten za czasów DOS’a, który był czarną konsolą do wprowadzenia komend. Pojawiły się bardziej skomplikowane gry, ale żadna z gier nie potrafiła mnie na tyle zatrzymać przed komputerem na ile był w stanie Internet. Mogę śmiało stwierdzić, że do momentu w którym nie było mi dane mieć stałego dostępu do internetu, komputer nie był moim obiektem pożądania. Godzina dziennie to był maksymalny czas jaki spędzałem.

Bo cóż można było robić? Bez czatów, fejsbuków, kwejków jak to mamy dziś? Jakaś prosta gierka dla zabicia nudy, która po kilku godzinach stawała się na tyle nudna, że trzeba było szukać sobie rozrywek poza domem. Wszystko na mnie spadło jak grom z jasnego nieba kiedy to założyliśmy w domu SDI – piękna nazwa, stały dostęp do internetu. To było coś!!!

Internet 24h, bez ograniczeń. To tak jak byś złapał Pana Boga za nogę. Co najmniej. Po zapoznaniu się z obsługą przeglądarki, zainstalowaniu programu antywirusowego zacząłem chłonąć wszystko to co Internet miał mi do zaoferowania. Poczta, czaty, ściąganie plików, filmy, Gadu Gadu, pierwsze serwisy społecznościowe… Internet był narzędziem, który był w stanie odpowiedzieć mi na każde pytanie jakie przyszło mi do głowy. Wystarczyło wpisać w wyszukiwarkę i voila. A jak się zapewne domyślacie – młodzi mają bardzo dużo pytań toteż niemało spędzałem czasu w wirtualnej rzeczywistości.

Dzisiaj Internet oferuje dosłownie wszystko. O ile demotywatorów nie lubię o tyle ten jest prawdziwy:

Internet z dnia na dzień zajmuje coraz więcej miejsca w Twoim życiu. To przerażające. Których potrzeb nie możemy zaspokoić za pomocą Internetu? Zakupy? Nowe znajomości? Rozrywka? Zarabianie pieniędzy? Nauka? Obszerny dostęp to wiedzy? e-Biznes? Praca zdalna? Niedługo dojdzie jeszcze wirtualny seks, podróżowanie palcem po wirtualnej mapie i szkoła w domu ze swoim e-nauczycielem.

Z jednej strony to wspaniale. Tniemy koszty, idziemy z duchem innowacji i sprawiamy, że komputer załatwia za nas większość rzeczy. Nie musimy biegać po urzędach i wypełniać pół godziny jakiegoś durnego papierka – robimy to przez Internet. Z drugiej strony Internet sprawia, że ludzie zaczynają zamykać się na rzeczywisty świat, bo ten wirtualny daje o wiele więcej satysfakcji. Przesada? Nie wydaje mi się, skoro 80% studentów przyznaje się do tego, że są nieśmiali. A skąd to się bierze?

Dziś kiedy przechodzę obok swojej starej podstawówki nie widzę dzieci bawiących się na boisku. Kiedy idę na basen, również nie widzę aby odsetek młodzieży był znaczący. Lekarze ostrzegają, że wiele dzieci będzie miało problemy z kręgosłupem, głównie od długiego przesiadywania przed komputerem. Na lekcjach WF coraz więcej uczniów wymyśla zwolnienia lekarskie. Coraz mniej rodziców wychodzi ze swoimi dziećmi na spacery, żeby wziąć głupią piłkę i pograć z dzieckiem gdzieś na trawie. Po co? Rodzice zmęczeni po całym tygodniu pracy leżą plackiem przed TV, a żeby dziecko nie marudziło, że mu się nudzi to kupimy mu komputer i kilka gier żeby był spokój. Mam wrażenie, że to większy wpływ na wychowanie ma komputer i Internet niż rodzice.

W telewizji szerzy się propagandę o tym, że dzieci są porywane, że mogą brać narkotyki czy zrobić jakąś inną głupotę. W dużych miastach rodzice boją się wypuszczać swoje pociechy na dwór, na przysłowiową „ławkę pod blokiem”-  dawniejsze miejsce spotkań blokowej młodzieży. „Bo Cię pobiją, bo Cię zabiją, bo Cię okradną, bo weźmiesz narkotyki, siedź w domu! Masz kupiłam Ci nową grę”.  Czy to trochę nie patologia? Ja spędzałem 3/4 czasu w dzieciństwie poza domem. Nie było telefonów komórkowych a wszystko opierało się o zaufanie, którym obdarzyli mnie rodzice. „Wychodzę. O której będziesz? MAx 22. Ok, grzecznie tam!” Wszystko. Jakoś żyję, nigdy nikt mnie nie pobił, nie okradł i nie popadłem w narkomanię. Mam za to masę świetnych wspomnień z dzieciństwa.

Kiedyś po szkole szło się od razu grać w piłkę a nie rzucało lakoniczne „Jak coś to na fejsie!” jak robi się to dziś. Zamiast dorastać w prawdziwej rzeczywistości, gdzie ludzie zmagają się z prawdziwymi problemami, bezpieczniej jest pozostać w tej wirtualnej. Tu przecież jak stracę życie to zaraz będzie respawn, right?

Dorośli już zapomnieli jak to jest być dzieckiem i nie zdają sobie sprawy z tego, że zaniedbują swoje dziecko, które najzwyczajniej w świecie nie będzie przystosowane do życia w normalnym świecie.

Czy kiedyś istniał problem nieśmiałości? Podejrzewam, że tak, ale nie na taką skalę. Kiedyś jak chciałeś coś załatwić musiałeś osobiście przejść się do danego urzędu i rozmawiać z fizyczną osobą. Jak zgubiłeś się w mieście siłą rzeczy musiałeś pytać przechodniów o drogę. Dziś? Prawie wszystko załatwisz przez telefon, czy Internet, a drogę pokaże Ci GPS. Tylko czekać aż elektronicznego podrywacza wymyślą. Sam wyrwie za Ciebie kobietę Twoich marzeń, a Ty pozostaniesz pizdą do końca życia! 🙂

Ludziom się chyba trochę w głowach popierdoliło. Liczy się kasa, nowy samochód, drogie wczasy, nie wartości rodzinne. Może dzisiaj to wstyd mieć dobry kontakt z rodzicami, ale ja dzięki Bogu mam świetny – dlatego z perspektywy doceniam jakie to ważne.

Michał F.

KategorieBez kategoriiTagi

Książka, która była kluczowa na mojej drodze rozwoju osobistego:

  • ktos

    „Jeśli spędzałem 30 minut przed komputerem dziennie to było wszystko. Bo ileż może poświęcać zainteresowania pikselowej gierce dziecko, które potrzebuje wrażeń? Zdecydowanie lepszą opcją był rower albo gra w piłkę.”

    a tam głupoty gadasz, lepszy od komputera był pegazus i wszyscy gralismy nawet z rodzinami wiele godzin w przezzabawne gierki i była to lepsza zabawa niż niejedna dzisiejsza głupawka PCtowa której potrzeba wciąż coraz więcej zasobów a że dziś liczy siętylko mamona a nie dobro ludzi to wydać 3000 zł na podzespoły do komputera to za mało a kiedyś pegazus za parę złotych na rynkach był i frajda na długie lata

  • Motywacja blog

    Mnie aż tak „mania” gier komputerowych nie ogarnęła. Nie twierdzę, że nie grałem, ale nie było to na tyle przekonywujące aby poświęcać temu większość wolnego czasu.

    Pegasus miał kiepską grafikę, gry były fajne na chwilę chociażby ze względu na fabułę, brak możliwości save’owania. Nie wyobrażam sobie spędzić przed pegasusem jednego dnia 12h. A teraz? Fanatyków chociażby WoW’a nie brakuje.

    Wejście na rynek Comadore czy Pegasusa dało ogromną frajdę, ale gdybym wtedy przyszedł do Ciebie i powiedział, że za 12 lat wymyślą takie gry, że ludzie nie będą odchodzić od komputerów, z pewnością byś nie uwierzył.

    Co do tego, że liczy się kasa, niestety się zgadzam. Komputer kupiony dziś, za
    dwa lata jest już przestarzały. To samo zresztą z telefonami komórkowymi.

    Pozdrawiam

  • Poruszyłeś bardzo ciekawą i ważną sprawę.

    Czasem odnoszę wrażenie, że daliśmy się złapać w pułapkę. Cały czas jesteśmy na smyczy, jesteś ciągle dostępni, zawsze można nas gdzieś złapać. Ciągle mamy przy sobie telefon (Jak często zostawiasz telefon w domu chociaż na kilka godzi?), a często też dzięki niemu internet. Ludzie oburzają się, jak nie odpisujesz na sms w ciągu 5 min. Jesteśmy niewolnikami nowych technologii…

    A Internet zastępuje nam prawdziwą rzeczywistość, prawdziwy świat. Coraz więcej osób preferuje swoje wirtualne życie…

    Chyba trochę odbiegłam od tematu…
    Pozdrawiam,
    Wasp

  • Jestem można powiedzieć rocznikiem przejściowym między tymi dwoma „światami”, więc przyznam szczerze, że ten pierwszy świat był o wiele lepszy. Wspomnienia z wczesnych lat dzieciństwa pozostaną dla mnie niezapomniane nie dlatego, że moje życie było piękne a dlatego, bo wiem, że posiadałem coś czego dzisiejsze pokolenie nie będzie w stanie zrozumieć. 😉

    Masz racje. Internet jest czymś co spowodowało duży zastój jeżeli chodzi o kontakty w rzeczywistości.

    Pozdrawiam. 😉

  • Motywacja blog

    Niestety. Tak jak słusznie zauważyła Wasp stajemy się niewolnikami ‚cudownych wynalazków’ takich jak np. telefony komórkowe.

    Dzisiejsze dzieciaki mają przejebane. Serio. Nie są w stanie zasmakować tych „złych rzeczy” jak pierwsze piwo, papieros czy cokolwiek. Czy to dobre? Mają z góry odebraną taką możliwość bo rodzice zaraz zadzwonią i namierzą gdzie jestem.

    Ja wypiłem pierwsze piwo, zapaliłem pierwszego papierosa przed 18stką. Niektórych rzeczy młody człowiek musi spróbować sam, żeby przekonać się na własnej skórze, że to nie ma sensu.

    Mam wrażenie, że niedługo dzieci nie wejdą na drzewo bez pomocy internetu.

  • Tak, pokolenie 96 i w górę ma przechlapane. A na drzewo wejdą „jak coś to na fejsie…”

    Coś co miało być wielkim darem, w nieodpowiednich rękach stało się przekleństwem (chodzi mi o Internet).

    Dopóki nie będziemy o tym mówić wprost, będzie coraz gorzej…

  • Dramatyzujesz i przesadzasz z tym zgubnym wpływem internetu na ludzi. Dawniej były pegasusy, telewizja i jakoś nikt od tego nie oszalał.

    A to, że dzieci dzięki komputerowi nie zapalą papierosa, nie schleją się i nie będą włazić na drzewa to uważam za pozytywne zjawisko. No ludzie kochani, co w tym złego, że dzieciaki nie będą palić lub chlać? To tylko należy się z tego cieszyć.

    Jak dzieciaki spędzają czas w internecie, to przynajmniej mają co robić i nie szlajają się z jakimś podejrzanym towarzychem po mieście po to, żeby zniszczyć kilka ławek, pobazgrać po murach, pobić kogoś z nudów i popalić papierochy. I jeżeli wy mimo takich alternatyw uważacie internet za negatywne zjawisko, to ja nie wiem, co odpowiedzieć.

  • Motywacja blog

    nieuprzejmaaa, nie mówię, że internet to istne dzieło szatana, ale wieczne przesiadywanie przed komputerem upośledzi niektóre sfery dziecka, takie jak np. relacje interpersonalne.

    Chodzi o to, że dziecko nie ma w ogóle luzu, jest kontrolowane, bo nosi przy sobie cały czas komórkę. Sam uważam, że dziecko powinno mieć trochę luzu, żeby samo mogło oceniać rzeczywistość. Czy dziecko, które słucha się w 100% rodziców poradzi sobie w życiu? A co jak zabranie rodziców, którzy powiedzą „Zrób tak, nie rób tego”?

    Uważam, że sam fakt wychowywania się dzieci na ławce sporo nauczył. Nawet głupie umiejętności przywództwa, bo zawsze był ten kto mówił kto jest w jakiej drużynie, co dziś będziemy robić. Siła przebicia pokazuje się już od najmłodszych lat. A jak dziecko rozwinie swój charakter przed komputerem? Jak nauczy się „życia?”

    Internet to wirtualny, świat, który ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. To że dziecko nie zapali czy nie napije się piwa z punktu widzenia rodzica jest słuszne, ale czy przy pierwszej lepszej okazji np. wyjazdu na studiach dziecko nie ‚urwie się z przysłowiowego łańcucha’ bo rodzice mu nie pozwalali mu na to czy na to, a teraz może wszystko?

    Wszystko jest kwestią podejścia. Ja dziękuje Bogu za to, że nie musiał mnie wychowywać komputer i Internet.

  • A ja dziękuję Bogu za to, że nie musiała mnie wychowywać ławka.

    To, że rodzice mówią dziecku, co ma robić, to wg ciebie jest złe, bo nie uczy „życia”. Ale to, że jakiś podwórkowy „przywódca” (jak to ładnie określiłeś) na ławce przed blokiem mówi mu, co ma robić- to już jest dobre. Nie rozumiem takiego podejścia, ale może za głupia jestem.

  • Motywacja blog

    „Ławka pod blokiem” – wiem, większości ludziom źle to się kojarzy, ale prawda jest taka, że to był taki rzeczywisty Facebook. Ludzie ze sobą rozmawiali, śmiali się, opowiadali kawały, troszkę narzekali, plotkowali.

    Wiem jedno, pokolenie Internetu będzie cholernie zakompleksione, problemowe i nieśmiałe.

    Nieśmiałość już się ukazuje. Dziś człowiek może „schować się” za ekran swojego komputera i jest mu dobrze. Kiedyś było więcej okazji, aby z tą nieśmiałością walczyć – wychodzić do ludzi, nawiązywać nowe znajomości.

    Pozdrawiam

  • Kusznik

    Takie dziecko „wychowane przez internet” jest- wg mnie i pewnie nie tylko wg mnie- ciotą społeczną. Nie chce nikogo tym obrazić, ale czy taki człowiek w starciu z prawdziwym, niewirtualnym życiem poradzi sobie, czy raczej dozna niemałego szoku? Co z kontaktami z drugim człowiekiem? Rozumiem, że jest szkoła, ale czy coś więcej?

    ,,Ja spędzałem 3/4 czasu w dzieciństwie poza domem. Nie było telefonów komórkowych a wszystko opierało się o zaufanie, którym obdarzyli mnie rodzice. „Wychodzę. O której będziesz? MAx 22. Ok, grzecznie tam!” Wszystko. Jakoś żyję, nigdy nikt mnie nie pobił, nie okradł i nie popadłem w narkomanię. Mam za to masę świetnych wspomnień z dzieciństwa.”

    Jestem tak jak Xem z pokolenia, które za młodego wychowywało się poza domem, miałem wspaniałe dzieciństwo, kiedy to czysto ubrany chodziłem tylko do szkoły i w niedziele, nie mogłem sobie wyobrażić dnia bez zabawy na dworze- gra w piłke, budowanie bazy, zabawy w żołnierzy, wiecznie skaleczone i zdarte kolana, wszystko robione z niczego, wtedy jesteśmy najbardziej ciekawi świata i uczymy sie tak wiele i tak szybko. Rzeczywiście ważne jest tutaj zaufanie rodziców, które stopniowo zwiekszane i dozowane daje najlepsze rezultaty. Jestem wdzięczny im za to, nigdy nie mieli ze mną problemów i do dziś mamy świetny kontakt.

    ,,To że dziecko nie zapali czy nie napije się piwa z punktu widzenia rodzica jest słuszne, ale czy przy pierwszej lepszej okazji np. wyjazdu na studiach dziecko nie ‘urwie się z przysłowiowego łańcucha’ bo rodzice mu nie pozwalali mu na to czy na to, a teraz może wszystko?”

    To święta prawda, te najbardziej „ululane” i pilnowane dzieci , kiedy to rodzice aż do konca liceum spisują ich oceny i pilnują aż za nadto, są najbardziej podatne na te uzaleznienia, na studiach chcą „nadrobić i wyrównać” poziom z rówieśnikami, którzy doświadczali stopniowo wszystkiego w koło i potrafią rozróżnić dobre od złego. Niestety jak to pisze Michał Ci „świeżo zerwani z łańcucha” wpadają w niemałe kłopoty alkoholowe, papierosowe czy nawet w uzależnienie od hazardu (poker) czy narkotyki kiedy to potrzeba dowartościowania się w towarzystwie jest tak silna, że nie potrafią się przeciwstawić temu. Nie potrafią się przeciwstawić, ponieważ są słabi i niewykształceni psychicznie, nieasertywni, życie nie wykształciło w nich odpowiednich cech typu- czuje się świetnie z samym sobą, nie mam kompleksów i nie potrzebuje dowartościowywać się paląc przeważnie szpanersko papierosy czy robiąc inne idiotyczne rzeczy. Pizdy udające kogoś kim nie są.

    Internet jest dla ludzi, ale powinniśmy korzystać z niego z umiarem, starać się zderzać z rzeczywistością najczęściej jak to możliwe, nie mówię tutaj o pozostawieniu ułatwień jakie daje sieć, ale o tym, żeby zacząć żyć w prawdziwym świecie, przeżywać te emocje, czuć je w sobie stojąc naprzeciwko drugiego człowieka.

    Pozdrawiam

  • Dobra, miałam się już nie wypowiadać, bo to w końcu nie mój blog i nie moje sprawy, ale zrobię wyjątek, bo mnie jedna rzecz strasznie rozśmieszyła.

    „Jestem tak jak Xem z pokolenia, które za młodego wychowywało się poza domem, miałem wspaniałe dzieciństwo, kiedy to czysto ubrany chodziłem tylko do szkoły i w niedziele”- faktycznie, bycie brudasem to najwspanialsze wspomnienie z dzieciństwa, jakie można mieć. 😀

    „Jestem z pokolenia”- jakże to stwierdzenie jest wziosłe i uroczyste. Ci, co w internecie takich sformułować używają i tak się wymądrzają, to najczęściej nastolatki lub ewentualnie dwudziestolatki. Robią z siebie takich dorosłych, dojrzałych, bo już skończyli przecież podstawówkę.

    Ktoś tam wspomniał, że od rocznika ’96 mają „przechlapane”. Dlaczego akurat od „96? Pewnie autor tej „odkrywczej” myśli sam urodził się w latach 90-tych, np. w ’92 czy ’93 i na tej podstawie uważa, że jest bardziej „dojrzały” niż ci z rocznika ’96. Trochę to śmieszne.

    Skąd wy możecie wiedzieć, jaki wpływ ma internet na to czy inne pokolenie, na młodzież, na dzieci, na kogokolwiek? Badania robiliście jakieś w tym zakresie, testy, doświadczenia naukowe? To są tylko wasze domysły niczym nie podparte. Wg mnie szlajanie się po osiedlach i picie piwa przed blokiem jest bardziej szkodliwe dla dzieci niż internet.

    Co do tego, że ten, kto nie przesiadywał przed blokiem jest „ciotą społeczną” (hehe, faktycznie w ogóle nikogo nie obraża to określenie, no i świadczy o wysokim poziomie i merytorycznych argumentach jego autora), to odpowiem tak: Ja, gdybym miała dziecko, to wolałabym, aby było, jak to zgrabnie określiłeś „ciotą społeczną” niż łobuzem szlajającym się po mieście z jakimś szemranym towarzystwem i palącym papierochy po kątach. Dlaczego? Dlatego, że umiejętności interpersonalnych zawsze zdąży się nauczyć. Jeśli nie w szkole, to na studiach. Jeśli nie na studiach, to w pracy. Na to ma całe życie. Natomiast z łobuza to raczej nic dobrego nie wyrośnie. I to jest najlepsze podsumowanie tej całej dyskusji.

    To by było na tyle z mojej strony.

  • Kusznik

    „bycie brudasem to najwspanialsze wspomnienie z dzieciństwa, jakie można mieć”

    Jak widać Twój poziom wydaje się nie za wysoki, nie napisałem tylko o „byciu brudasem”, wymieniłem inne rzeczy, ale oczywiście wzięłaś tylko tą by mi dociąć, to jest śmieszne, nie dostrzegasz ogółu przekazanej informacji.

    Tak jestem z tego pokolenia i nie robie z siebie niewiadomo jak bardzo dorosłego, poprostu do niego należe, tę wyniosłość chyba tylko Ty dostrzegasz.

    „Wg mnie szlajanie się po osiedlach i picie piwa przed blokiem jest bardziej szkodliwe dla dzieci niż internet.”
    „Ja, gdybym miała dziecko, to wolałabym, aby było, jak to zgrabnie określiłeś „ciotą społeczną” niż łobuzem szlajającym się po mieście z jakimś szemranym towarzystwem i palącym papierochy po kątach.”

    Nikt nie wspomniał o szlajaniu się, picu piwa w takich okolicznościach czy paleniu papierosów. Gdybyś tylko czytała uważniej pisałem o tym, że osoby które wkraczają w nowe towarzystwo są właśnie bardziej i to naprawde bardzo podatne na owe uzywki w celu dowartościowania się. Mnie to nie wciągnęło, a Ty zakładasz, ze osoby które przebywają na osiedlu napewno będą i tak właśnie się zachowują.

    „umiejętności interpersonalnych zawsze zdąży się nauczyć. Jeśli nie w szkole, to na studiach. Jeśli nie na studiach, to w pracy. Na to ma całe życie.”

    A im później tym większa frustracja go dopadnie, gdy bedzie widział rówieśników nie mających z tym problemu jest o wiele wieksza szansa na to iż sie zdołuje. Fakt nauczy się tego w końcu, ale będzie miał cieżej, by poradzić sobie z tym problemem.

    I faktycznie z łobuzów nie będzie dobrego kwiatu, ale nie mówie o łobuzach, mówie o młodych którzy powinni uczyć sie życia w realnym świecie, nie w tym wirtualnym.

  • Kasia

    Nie wiem, czy ktoś tu jeszcze zagląda, ale normalnie aż się udzielę. Pewnie nie powinnam, bo co rocznik ’00 może wiedzieć?
    Pierwsze i najważniejsze – komputer i internet nie uchronią od palenia i picia. No błagam. Rzekłabym nawet, że większość ludzi ma teraz problem z normalną rozmową. A przy fajce czy po piwie jest przecież łatwiej pogadać. Ludzie robią się weselsi i bardziej otwarci. A po drugie, nie wierzę, że przysłowiowe ‚dresy’ nie mają dostępu do internetu. I jakoś nie mają problemu, żeby łączyć jedno z drugim. Chociaż zapewne spędzają tam nieco mniej czasu niż standardowy nastolatek. Na koniec chcę jeszcze dodać, że tak naprawdę wszytko zależy od rodziców, środowiska i indywidualnych predyspozycji dziecka. Wszystkie te czynniki są tak samo ważne i nie ma sensu próbować układać ich w jakiejś kolejności, bo i tak u każdego będzie inaczej. Tak więc komputer i internet to narzędzia. Które mogą być i dobre, i złe. Jak wszystko.